Kajakiem po Pilicy – 28.08.2021

Mimo że wczoraj wróciliśmy z nad morza to zdecydowaliśmy się, że popłyniemy kajakami. Ostatni raz płynęliśmy rok temu. Też od razu po przyjeździe z nad Bałtyku. Dzieci już nie mogły się doczekać. Wspominały jak to było rok wcześniej.
Dojeżdżamy do Przyłęku nad Szczekocinami. Przyłęk właśnie jest naszym miejscem startu. Będziemy spływać z „Jest radość”, firmą, która organizuje spływy kajakowe na rzece Pilicy (3 trasy do wyboru). „Jest radość” to bardzo pozytywne małżeństwo – Gabrysia i Dawid. Warto zatrzymać się u nich na chwilę. Nawet jeśli nie spływami kajakiem to można wynająć chatę czy namiot i przenocować nad Pilicą, zapalić ognisko. My wybraliśmy trasę pierwszą do Łysakowa. Trasa jest określana jako średnia i mierzy 10 km. Szacunkowo płynie się około 2,5 h. Płynęliśmy nią rok temu, więc będziemy mieli porównanie.
Na naszą rodzinę musimy wypożyczyć dwa kajaki z dostawkami. Mama płynie z Julią i Frankiem, a Tata z Ignasiem i Tymoteuszem. To nie jest nasz pierwszy spływ w 6, rok temu płynęliśmy w tym samym składzie. A jeszcze parę lat temu tylko z Tymkiem i Julią, jak pozostałych jeszcze nie było na świecie.
No to ruszamy…
Już na samym starcie czuje się, że wody jest więcej i nurt jest szybszy niż rok temu. Wiosłujemy…Tak, człowiek dopiero wyruszył a już czuje radość. Rzeka na odcinku naszego spływu meandruje, jest kilka powalonych drzew, które omijamy raz dołem, raz górą. Mamy bardzo dobrą pogodę, nie ma upału, ale świeci słońce. Idealnie bo trasa prowadzi w przeważającej części przez otwarty teren. Cisza i spokój. Tu można odpocząć, pobyć blisko natury. Dzieciom bardzo się podoba. Tymek jest już na tyle duży, że wiosłuje razem z Tatą. Po drodze jest kilka zatoczek, przy których można się zatrzymać. My stajemy raz, w trakcie spływu. Dzieci wychodzą z kajaków i bawią się na brzegu. Zjadamy coś na ząb i ruszamy dalej. Po nieco ponad dwóch godzinach nasza przygoda się kończy… Wszyscy są zadowoleni i czują niedosyt. Oj wrócimy tu jeszcze!
Chwilę czekamy na Dawida. Przyjeżdża uśmiechnięty po nas i po kajaki. Wracamy do Przyłęku. Siedzimy przy ognisku, pieczemy kiełbaski, rozmawiamy, śmiejemy. Nawet nie zauważamy, kiedy nad Pilicą pojawiła się mgła i zrobiło się ciemno. Czas wracać do domu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.